Obserwatorzy

22 września 2015

foch, chwilowe zwątpienie, tupnięcie nóżką,NIE ROZMAWIAM Z TOBĄ!!

„Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest Twoja, to moja jest mojsza niż Twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!” (M. Kondrat „Dzień świra”). Coś w tym jest….

Tak, jestem uparta. Czasami na tyle mocno, że żadne argumenty (w szczególności te najbardziej sensowne!) do mnie nie przemawiają, choćbyś nie wiem jak się starał. No, jak osioł! I nie chodzi tu o to, że nie potrafię przyznać się do błędu (nieee, bo to już podchodzi pod zakłamanie). Sęk w tym, że jak blondynka sobie coś zakoduje w główce to nie ma zmiłuj. Wtedy usiądź, uzbrój się w cierpliwość i tłumacz. Do skutku. Bo żadne krzyki, prośby, ani groźby po prostu na mnie nie działają. Nie tędy droga. Fakt, faktem –lubię mieć rację i postawić na swoim i zazwyczaj robię wszystko, by chociaż po części wyszło na moje. Kiedy wszystko pójdzie po mojej myśli jestem z siebie dumna. Niestety nie zawsze się to udaje, więc…. często wiąże się to z fochem, chwilowym zwątpieniem, tupnięciem nóżką, czy nieodzywaniem się przez jakiś (bliżej nieokreślony) czas. Dlatego przez niektórych jestem postrzegana jako zołza. Okej, jestem zołzą. (Bo co, walczę o swoje? Bo mam swoje zdanie? Bo nie poddaję się na starcie, mimo iż ktoś inny z góry zakłada porażkę?) I co z tego? Odwrócę się na pięcie i pójdę w swoją stronę. Minie kilka chwil i wtedy BUM! W głowie kotłują się myśli, argumenty zaczynają nagle nabierać sensu, a emocje opadają. Zaczynam rozumieć w którym momencie popełniłam błąd, a z nieba spadają genialne pomysły pod tytułem „100 sposobów na rozegranie tej sytuacji inaczej”. Taaa, swoje musiałam powiedzieć, przedstawić swoje racje, które w tym a nie innym momencie wydawały mi się najlepsze i najmojsze. Raz się uda, raz nie. Cóż….nikt nie jest nieomylny, uczymy się na błędach. Zwykle walczę do końca. Nie wymiękam, bo życie jest zbyt krótkie, by się poddawać! Ale czy to źle że tak łatwo NIE odpuszczam? 













bluzka i okulary z szafy Mamy, jegginsy House, adidasy Dunlop

11 komentarzy:

  1. Trzeba starac sie chodzic na kompromisy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Upór czasami jest wielką zaleta ! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładny odcień fioletu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mało kto potrafi w sobie dostrzec taki mechanizm, a co dopiero się do niego przyznać. Szacunek...

    come-carpe-diem-baby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwazam, ze trzeba walczyc o swoje, aczkolwiek nie po trupach do celu :) pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahahah jakbym czytała o sobie :P
    U mnie bardzo podobnie, tez jestem uparta jak osioł, mój K. zawsze mówi, że jak sobie coś wkręce, to trudno mi to wybić z glowy i że mam za dużą wyobraźnię i szkoda, że używam jej nie do tego, co trzeba :P hahaha
    dopiero jak emocje opadną, to coś tam dociera do mojej łebedynki heheh także jesteśmy podobne :P

    Super bluzka- meeega ciekawa i zmyslowa !
    super wyglądasz kochana :)

    milego dnia :)
    Daria

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że ciężko czyta się tę czcionkę ;) Kiedyś uwielbiałam takie spodnie jak te twoje tutaj.

    Pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili,
    VANILLAMADNESS.com

    OdpowiedzUsuń
  8. ale masz fajną figurkę :)!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny blog i zdjęcia ;)
    Obserwacja za obserwacje? Daj znać u mnie :D

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już tu jesteś - zostaw po sobie ślad! :)